Zielona mila – recenzja filmu

Film ten chociaż porusza podobna więzienną tematykę, nie jest już całkowicie realistyczny. Niesie ze sobą element fantastyczności, co zawsze daje większe możliwości ukazania filmowej magii. Nasz bohater, czyli niewinny skazaniec Coffey jest nie tylko nieprawdopodobny jeśli chodzi o budowę fizyczną, ale i posiada cudowne zdolności w leczeniu innych. Coffey to olbrzymi murzyn, o bardzo spokojnym charakterze, kontrastującym z jego wyglądem – jest niezwykle cichy i potulny, tak dobry, ze chciałoby się powiedzieć, że musi być opóźniony w rozwoju. Tak dobrych ludzi po prostu się nie spotyka. W dodatku posiada on niezwykły dar – potrafi uzdrawiać, a także odczuwać emocje innych. To wszystko sprawia jednak, że jest bardzo zmęczony, szczególnie złem świata, które wyczuwa.

Kontrapunkt dla niego stanowią postaci szczególnie negatywne, co ciekawe, są one wybrane zarówno spośród strażników, jak i spośród więźniów. King udowadnia, że zło może być rozmaite. Pierwszą z nich jest strażnik Percy, który pracę zawdzięcza rodzinie i przez co czuje się lepszy od innych. Jest okrutny, mściwy i podły. Pozbawiony empatii, więźniów traktuje z pogardą, nie starając się nawet by zobaczyć w nich ludzi. Jest także tchórzem, nie mającym odwagi by w razie potrzeby pomóc kolegom. Spotyka go jednak zasłużona kara – Coffey „oddaje” mu chorobę, którą wyssał z ciała Melindy Moores. Śledząc zachowania Percy’ego cieszymy się, ze został ukarany – nie zginął, ale postradał rozum. Jednak poważnie się nad tym zastanawiając musimy zauważyć pewną wybiórczość w ocenie losów postaci. Percy był podły, ale nigdy nikogo nie zabił, był głupi, ale nie był zbrodniarzem, chociaż trzeba również dodać, że sposób w jaki zagrał go Doug Hutchison zbliżał go do psychopaty.

Podobnie negatywnie przedstawiony jest więzień William, później dowiadujemy się, że to on jest odpowiedzialny za zbrodnie, o które oskarżony został Coffey, czyli zgwałcenie i zamordowanie dwóch małych dziewczynek. Pod tym względem również duże wrażenie zrobiło znakomite aktorstwo, trzeba aż przyznać, że mimo iż King świetnie opisywał bohaterów to kreacje aktorskie robiły duże wrażenie. Williama podobnie jak Percy’ego spotkała zasłużona kara – zginął on z ręki Wetmore’a.

Skupiając się jednak głównie na aspekcie ekranizacji to trzeba przyznać, że „Zielona mila” to jedna z lepszych ekranizacji wszech czasów. Film jest bardzo długi, ponieważ i książka jest nie nowelą, jak w przypadku „Skazanych”, ale powieścią. Oczywiście nie wszystkie wątki udało się poruszyć w filmie, bo musiałby być on jeszcze dłuższy, ale dla przesłanie niczego nie straciło. Głównie zabrakło historii pierwszoosobowego książkowego narratora – Edgecomba, tej historii już po śmierci Coffeya, gdy Paul otrzymując fragment daru, który posiadał niewinny skazaniec, zmuszony jest żyć o wiele dłużej niż normalny człowiek, tracąc międzyczasie wszystkich bliskich. To jest jego kara za dopuszczenie do śmierci Coffeya – kara przynajmniej w jego własnym odczuciu.

O ile „Skazani na Shawshank” mieli przesłanie bardzo optymistyczne, napawające nadzieją i wiarą w ludzką życzliwość i prawdziwą przyjaźń, tak „Zielona mila” jest o wiele bardzie przygnębiająca. Wprawdzie mamy wielu pozytywnych bohaterów – wspaniałych ludzi, kochających, troskliwych i dobrych, ale żyjących w świecie zła i niesprawiedliwości. Przedstawiona przez Kinga historia nie daje złudzeń, co do szczęśliwego zakończenia każdego wątku. Życie potrafi być okrutne – każdy ma swoją zieloną milę i musi przejść ją do samego końca, nawet jak jest to bardzo trudne. Można jeszcze wspomnieć o kilku niedopatrzeniach lub świadomych zmianach, jakie reżyser wprowadził, by urozmaicić film. Został na przykład, podobnie jak w poprzednim filmie, zmieniony czas wydarzeń. W tym przypadku chodziło jednak o to, żeby ukazać fragmenty filmów, które w pierwotnym czasie akcji jeszcze nie powstały. Dodano także mundury dla strażników, chociaż zgodnie z prawdą historyczną w tamtym czasie ich nie noszono. Trzeba było jednak wizualnie rozróżnić strażników – w końcu istotą filmu jest przekaz wzrokowy.